31 views 6 mins 0 comments

ŚWIĘTA 2018.

In 2018
31 grudnia, 2018

Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia były krótkie. Zdecydowanie za krótkie, jak większość przyjemnych rzeczy w życiu, które mają tę denerwującą właściwość, że trwają dokładnie o połowę krócej niż powinny. Były też klasyczne, choć niestety w tym mniej pożądanym znaczeniu tego słowa. Pojechaliśmy oczywiście na Mazury, zgodnie z rodzinną tradycją i przez kolejne dni miałem silne poczucie déjà vu, bo wydarzenia zaczęły układać się w sposób niepokojąco znajomy, jak gdyby ktoś sięgnął po zeszłoroczny scenariusz, nie zadał sobie trudu żadnych poprawek i po prostu puścił go od nowa

Dokładnie tak jak rok wcześniej, znowu dopadły nas choroby. Ja chory, Bruno chory, Stwórcy również dalecy od optymalnej formy. Prawdziwa świąteczna klasyka gatunku, można by powiedzieć: remake zeszłorocznych świąt. Gdyby chorowanie w okresie świątecznym było konkurencją olimpijską, nasza rodzina bez problemu walczyłaby o medal. Na szczęście dopisało przynajmniej to, na co zwykle w grudniu liczy się najbardziej – śnieg oraz Mikołaj. Śniegu było dużo i to takiego porządnego, a nie symbolicznej dekoracji w postaci cienkiej warstwy błota pośniegowego. Świat wyglądał więc dokładnie tak, jak wyglądają święta z dziecięcych wyobrażeń (lub też hollywoodzkich filmów): biało, mroźnie, pocztówkowo. Niestety, ze względu na średni stan zdrowia, nie było nam dane nacieszyć się tą aurą w takim stopniu, w jakim chcielibyśmy. Zimowe aktywności zostały ograniczone do absolutnego minimum. Mnie udało się przynajmniej zbudować z Ojcem bałwana, co zawsze jest wydarzeniem. Oprócz tego trochę pojeździłem na szufli, co w innych okolicznościach byłoby zaledwie przygrywką, a w tych musiało wystarczyć za całość. Bez wielkich bitew na śnieżki, bez saneczkowego maratonu, bez tych wielogodzinnych wypraw w zaspy, po których wraca się do domu z mokrymi rękawiczkami i poczuciem, że zima była warta całego roku czekania.

Znacznie lepiej wypadł za to Mikołaj, który najwyraźniej uznał, że skoro zdrowie nie dopisuje, należy zadbać o morale. Przywiózł nam naprawdę mnóstwo prezentów. Bruno dostał pociąg Duplo oraz dużą śmieciarkę – zestaw idealnie wpisujący się w jego obecne zainteresowania, łączący dwa filary dziecięcej fascynacji: pojazdy szynowe oraz rzeczy duże, hałaśliwe i jeżdżące. Ja natomiast otrzymałem długo wyczekiwane Lego Spider-Man oraz Batman. Prezenty z kategorii strategicznych, czyli takich, o których mówi się od dawna, myśli intensywnie i które regularnie pojawiają się w rozmowach z subtelnością billboardu reklamowego na zakopiance. Satysfakcja była więc pełna. Oprócz tego pojawiło się oczywiście jeszcze wiele innych, mniejszych lub większych prezentów, więc kolejne dwa dni minęły nam pod znakiem intensywnych szaleństw zabawkowo-słodyczowych, co jest właściwie definicją udanych świąt, jakkolwiek by na to nie patrzeć. 

Czas do Sylwestra spędziliśmy już w Warszawie, głównie na testowaniu nowych zabawek. Udało nam się jednak zrobić też kilka rzeczy produktywnych. Jedną z nich było urządzenie Ojcu nowego biura, co brzmi poważnie, ale w praktyce oznaczało ustawianie różnych mebli i uznanie tego za wielki projekt organizacyjny. Zaplanowaliśmy również imprezę sylwestrową z Lenką, co dawało nadzieję na bardziej towarzyskie zakończenie roku. Jak jednak łatwo się domyślić, zdrowie po raz kolejny postanowiło pokrzyżować nam plany. Impreza więc nie doszła do skutku, a my poszliśmy spać jak w każdy inny dzień, bez odliczania do północy, fanfar i poczucia historycznej chwili. Stwórcy co prawda obudzili mnie na fajerwerki, najwyraźniej uznając, że wejście w nowy rok wymaga choć minimalnej celebracji. Byłem jednak bardzo zaspany, a fajerwerki okazały się głośne – czyli posiadały dokładnie tę cechę, która dla dzieci bywa jednocześnie ich największą atrakcją i największą wadą. Nie zrobiły więc na mnie szczególnie dobrego wrażenia. Zamiast zachwytu pojawiło się raczej umiarkowane zainteresowanie połączone z lekkim dyskomfortem akustycznym.

I w ten właśnie banalny, spokojny oraz całkiem niewyszukany sposób weszliśmy w Nowy Rok. Bez wielkich imprez, bez szampana do północy i bez spektakularnych wspomnień sylwestrowych. Ale za to razem, w komplecie, z nowymi zabawkami i nadzieją, że kolejny rok będzie jednak odrobinę mniej chorobowy niż poprzedni.

Visited 1 times, 1 visit(s) today