Od starych lokomotyw parowych zaczynając, a na Pendolino kończąc, wszystkie pojazdy szynowe wzbudzają w Brunie wyjątkowy entuzjazm. Oczywiście inne środki transportu również znajdują w jego orbicie zainteresowań – samochody, samoloty czy wszelkiego rodzaju maszyny budowlane nie pozostają bez znaczenia – ale do pociągów ma zdecydowanie największy… pociąg. Trudno o bardziej oczywistą i jednocześnie satysfakcjonującą grę słów.
Od najmłodszych lat, odkąd tylko zaczął poruszać się w miarę sprawnie i przestał być wyłącznie mobilnym projektem logistycznym w rękach Stwórców, Bruno zaczął przejmować ode mnie różne zainteresowania. Głównie te niepraktyczne i widowiskowe, czyli samochody oraz samoloty. Niestety – ku wyraźnemu rozczarowaniu Stwórców – moje zamiłowanie do książek i czytania nie okazało się dla niego choć minimalnie atrakcyjne. Literatura najwyraźniej przegrywa z mechaniką, hałasem silników i możliwością wskazywania dużych pojazdów palcem. Dodatkowym katalizatorem jego fascynacji światem techniki okazała się budowa osiedla Eden naprzeciwko naszego domu. Od mniej więcej pół roku Bruno prowadzi regularny monitoring wszystkich zachodzących tam procesów budowlanych, jakby był najmłodszym inspektorem nadzoru budowlanego. Śledzi nieustannie ruchy koparek, obserwuje wywrotki, betoniarki oraz dźwigi z uwagą godną analityka giełdowego. Do tego dochodzą jeszcze samoloty, których – z racji lokalizacji – przelatuje nad nami liczba zdecydowanie zbyt duża dla przeciętnego człowieka, ale najwyraźniej idealna dla Bruna. Każdy przelot zostaje odnotowany i skomentowany. I pomimo tego całego bogactwa pojazdowych atrakcji, to właśnie pociągi zdobyły jego serce.
Już podczas pierwszej podróży koleją bawił się znakomicie. Nie bał się ani peronu, ani nadjeżdżających składów, ani wnętrza wagonu, które dla wielu małych dzieci może bywać doświadczeniem nieco przytłaczającym. Bruno tymczasem odnalazł się w tej rzeczywistości natychmiast, jakby od dawna czekał na okazję, by oficjalnie wejść do świata kolejnictwa. Od tego czasu podróżować pojazdami szynowymi po prostu uwielbia. Obserwować jeszcze bardziej, choć początkowo, gdy chodziliśmy za osiedle do torów i pociąg przejeżdżał z całym swoim hałasem i impetem, wtulał się mocno w Matkę albo Ojca i spoglądał na niego najmniejszym możliwym kątem oka, jak ktoś, kto jednocześnie chce i nie chce uczestniczyć w tym wydarzeniu. Jak to jednak zwykle bywa, ekspozycja czyni mistrza. Szybko przyzwyczaił się do dźwięku, drgań i całej tej kolejowej dramaturgii. Obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej – wystarczy, że zaczyna zakładać buty, a już woła radośnie „Tuutuuut!”.
Wśród stosunkowo niewielkiej liczby książek, które rzeczywiście przyciągają jego uwagę, największym uznaniem cieszą się – rzecz jasna – te o pociągach. Kiedy Babcia przywiozła mu dwie nowe pozycje, jedną o samolotach, a drugą właśnie o pociągach, wybór był natychmiastowy i pozbawiony jakichkolwiek wątpliwości. Jedna książka powędrowała od razu do rąk głównego zainteresowanego, druga zaś została zignorowana, jakby w ogóle nie istniała.
Nie jest to może jeszcze poziom mojej dawnej obsesji na punkcie McQueena – tej obsesji, która miała intensywność niemal religijną i organizowała znaczną część mojego dziecięcego uniwersum – ale początki wyglądają bardzo obiecująco. Jeśli ten trend się utrzyma, niewykluczone, że kiedyś ktoś napisze książkę o Brunie, który jeździł koleją. A znając jego obecne zaangażowanie, nie będzie to nawet literatura piękna, tylko solidnie udokumentowana biografia eksperta od transportu szynowego.
