1 views 6 mins 0 comments

SOPIEŃ 2026.

In 2026
15 czerwca, 2026

Tegoroczny wyjazd do Sopienia będzie kojarzył się przede wszystkim z mlekiem. Rozlanym mlekiem. Dosłownie. Zaczęło się niewinnie, jak większość katastrof, i nikt nawet przez chwilę nie przypuszczał, może dojść do wydarzeń, które na długo zapadną nam w pamięć. Aż do czasu, gdy jednak doszło.

W Sopieniu, jak to w Sopieniu, czas płynął swoim rytmem. Dorośli swoje, dzieciaki swoje, czasami razem, czasami osobno. Generalnie pełen relaks. W tym roku wybrałem się na rowery do Kurzętnika, żeby w końcu porządnie przetestować mój nowy sprzęt. Sprawdził się doskonale. Śmigaliśmy z Maćkiem B. i Witkiem G. po najtrudniejszych trasach, robiliśmy hopki i próbowaliśmy się nie zabić. Czasami z lepszym, czasami z gorszym skutkiem, ale ostatecznie wszyscy wróciliśmy w jednym kawałku. Bruno również śmigał całkiem nieźle i znowu zaliczył najtrudniejszą trasę łącznie z wyskokiem z największej hopki. Trzeba przyznać, że chłopak ma odwagę. Zaliczyliśmy również wędkowanie, które co prawda sprowadzało się głownie do rozplątywania żyłek przez Ojca lub wujka Łukasza, ale frajda była ogromna. Nawet coś tam złowiliśmy! Któregoś dnia odbył się wieczór gier planszowych i tutaj najbardziej spodobała mi się nowa gra Hitster – gdzie trzeba zgadywać wykonawców i tytuł piosenki oraz rok jej wykonania. Gra jest tak fantastyczna, że od razu nakazałem Stwórcom ją nabyć. Nie zabrakło oczywiście ogniska i śpiewania „Przepióreczki” – to w końcu obowiązkowy punkt programu. O pluskaniu w jeziorze i szaleństwach na sup’ach nie muszę wspominać, prawda? Było genialnie, szczególnie, podczas wielkich morskich bitew na kilka supów, przy których polowania ubootów na Atlantyku podczas wojny to nic. Najlepsze były wtedy, gdy nikt już nie wiedział, kto z kim jest w drużynie, kto kogo spycha do wody i którego SUP-a powinien bronić.

Jedzenie, jak to u Pani Oli, było wyśmienite. Dorośli w zasadzie mogliby spożywać posiłki od rana do wieczora, z krótkimi przerwami na spacer po lesie, żeby choć trochę tych przyjętych w nadmiarze kalorii spalić. W tym roku nastąpiła jednak jedna niewielka zmiana, która szczególnie wpłynęła na mój pobyt. Pani Ola wstawiła ekspres do kawy, do samoobsługi przez gości. I wszystko byłoby wspaniale (zresztą było), gdyby nie fakt, że dzieci odkryły spieniacz. Kakao ze spieniacza – to było to! Do czasu. W sobotę podczas obiadu zagrzałem sobie mleko i postawiłem na stole do czasu aż zdobędę kakao. Nikt nie spodziewał się wtedy, że właśnie rozpoczyna się najważniejszy i zdecydowanie najmniej przyjemny punkt całego wyjazdu.  Następną rzeczą jaką odnotowałem był potworny ból. Wybiegłem szybko na zewnątrz i zacząłem zrywać z siebie ubrania. Cała szklanka gorącego mleka wylądowała na moim brzuchu i udzie. Stwórcy z przerażeniem patrzyli na schodzącą skórę, błyskawicznie kazali mi się podnieść i biegiem do domu chłodzić rany. Pod zimnym prysznicem nie dało się długo wytrzymać, więc Ojciec polecił mi wejść do jeziora i siedzieć tam tak długo, jak tylko dam radę. Długo wytrzymałem, ale ból był nadal nieznośny. Po wielu dywagacjach i rozmowie ze 112, Matka doszła do wniosku, że jak pojedziemy na ostry dyżur to spędzimy tam nie wiadomo ile godzin zanim otrzymam odpowiednią pomoc, a przy oparzeniach liczy się każda minuta. Dlatego zadzwoniliśmy po karetkę, która na szczęście przybyła bardzo szybko. Medycy od razu mnie opatrzyli, podali środki znieczulające i pojechaliśmy z Matką do Grudziądza. Ojciec ruszył zaraz za nami samochodem. Zostałem przyjęty na oddział i obserwację na noc, a Ojciec wrócił do Sopienia i czekał na znak sygnał, żeby nas odebrać, gdy już zostanę wypisany.

I w ten oto sposób skończył się mój tegoroczny pobyt w Sopieniu. Zamiast kolejnych kąpieli, SUP-ów i rowerów, czekają mnie teraz regularne wizyty na zmianę opatrunków. Wniosek z tego wyjazdu może być tylko jeden: uważajcie na spieniacze, a przede wszystkim na gorące mleko. Bo jak się okazuje, rozlane mleko wcale nie zawsze jest takim błahym problemem, jak mówią.

Visited 1 times, 1 visit(s) today