2 views 7 mins 0 comments

ROWER DLA (PRAWIE) DOROSŁYCH.

In 2026
03 czerwca, 2026

Od dłuższego jazda na rowerze sprawiała mi coraz mniejszą przyjemność. Nie wiem, czy winny był mój za mały rower, czy może po prostu coś we mnie się zmieniło, ale fakt był taki, że nawet podczas Rowerowego Maja zdecydowanie częściej wybierałem hulajnogę. A to już o czymś świadczy. Mój stary, dobry Kelly’s przez lata dzielnie mi służył, ale ostatnio zacząłem wyglądać na nim wręcz komicznie. Rower był jakieś dwa rozmiary za mały. Kolana prawie dotykały mi uszu, a cała sylwetka przypominała trochę dorosłego jadącego na rowerku dla przedszkolaka. Nie było więc wyjścia – trzeba było rozpocząć poszukiwania nowej maszyny.

Od początku wiedziałem, czego chcę – najlepszego roweru na dzielni. Niekoniecznie dlatego, że go potrzebowałem w jakimś ściśle funkcjonalnym sensie, ale dlatego że po prostu musiałem go mieć. Jest to co prawda argument, który dorośli zazwyczaj odrzucają jako irracjonalny, choć sami stosują go regularnie przy samochodach, kawiarniach czy butach do biegania. Pomimo takich argumentów z mojej strony (co prawda wymawiałem je tylko w swojej głowie), Ojciec podchodził do moich wymagań dość sceptycznie. Jego logika była prosta, ale spójna: skoro nie jeżdżę zbyt dużo, to po co mi dobry (czytaj drogi) rower? Tyle że przecież sprawa działała dokładnie odwrotnie! Jak będę miał nowy, porządny rower, to będę jeździł zdecydowanie więcej i z dużo większą przyjemnością. Trudno oczekiwać, że człowiek będzie rozwijał swoją pasję na sprzęcie, z którego już wyrósł. Moje wymagania były zresztą bardzo konkretne. Oczywiście musiałem mieć amortyzator. Powietrzny. Bo rower bez amortyzatora, w tym wieku, to właściwie nie rower. Bez amortyzatora to sobie mogą jeździć dorośli, a nie prawie dwunastolatkowie. Ojciec próbował czasami podważać tę teorię, ale nie miał żadnych konkretnych argumentów poza masą roweru, więc sprawa była dla mnie przesądzona. Ten jeden drobny szczegół dość mocno zawężał pulę dostępnych rowerów. A jeśli dołożymy do tego budżet – średni, nie za wysoki, ale też zdecydowanie nie skromny – to znalezienie czegoś sensownego zaczęło przypominać poszukiwanie igły w stogu siana. Ostatecznie zawęziliśmy modele do Treka Marlina (wyższe modele z powietrznym amortyzatorem) oraz do kilku innych, pojedynczych modeli. Treki, jak to Treki – tanio nie było. A jak było tanio, to nie było dobrze. Takie połączenie u Stwórców nie przejdzie.  Sprzęt ma być porządny albo nie ma sensu go kupować. Tyle że porządny zwykle oznaczał również odpowiednio drogi. Poszukiwania trwały więc coraz dłużej, a ja naciskałem coraz bardziej. Bardzo chciałem mieć nowy rower na wyjazd do Sopienia, gdzie planowałem przetestować go na bike parku. Termin zbliżał się nieubłaganie, a roweru nadal nie było. Ojciec przeglądał kolejne ogłoszenia, porównywał modele, wyposażenie, rozmiary i ceny z miną człowieka, który zaczynał godzić się z tym, że na końcu tego procesu i tak będzie musiał zapłacić więcej niż planował. A ja codziennie, kilka razy dziennie, pytałem, czy już coś znalazł. Aż w końcu, kilka dni przed wyjazdem pojawił się on. Cube. Czarno-zielony. Bardzo zadbany. Z amortyzatorem powietrznym, z blokadą na kierownicy. Na Deore. Był tylko jeden problem – cena. Zachęciłem Ojca, żeby zaproponował dziesięć procent mniej, najwyżej dołożę ze swoich. Ojciec najwyraźniej uznał, że skoro już ma negocjować, to trzeba robić to porządnie i zaproponował piętnaście procent mniej. 

– Jak mamy jechać na Targówek, to cena musi się zgadzać – stwierdził. 

Ku mojej ogromnej radości Pani zaakceptowała ofertę i mogliśmy ruszać, niezwłocznie! Nie było już czasu na dalsze analizy, porównywanie i zastanawianie się, czy może gdzieś za chwilę pojawi się jeszcze coś lepszego. Trzeba było działać. Jak tylko go zobaczyłem, wiedziałem, że to ten. A jak na niego wsiadłem, byłem przekonany jeszcze bardziej, co jest najlepszą recenzją roweru, jaką można napisać i żadna specyfikacja techniczna jej nie zastąpi. Jako gratis dostaliśmy jeszcze do niego jakieś gadżety, zapasowe pedały, blokady hamulców. Szybko zapakowaliśmy nową zdobycz do bagażnika i ruszyliśmy do domu. W garażu zamontowaliśmy z powrotem przednie koło i właściwie od tego momentu Stwórcy mogli o mnie zapomnieć. Kolejną godzinę spędziłem na jeżdżeniu po osiedlu i jego okolicach. 

Bryka jest fantastyczna! Aż chce się jeździć. I rzeczywiście – od tamtej pory jeżdżę praktycznie każdego dnia. Najwyraźniej problem z moją rowerową motywacją rzeczywiście nie był aż tak skomplikowany. Wystarczyło kupić odpowiedni rower. Teraz już nie mogę się doczekać na prawdziwy test w Kurzętniku! 

Visited 2 times, 1 visit(s) today