20 views 5 mins 0 comments

JEDZENIE.

In 2018
01 marca, 2018

Jeśli jest jakaś dziedzina, w której różnice między mną a Bratem widać jak na dłoni, to jest to jedzenie, a szczególnie w podejściu do spożywania nowych rzeczy. Ja reprezentuję szkołę konserwatywną. Jak coś mi posmakuje, to trzymam się tego niczym tonący brzytwy, choć ten akurat topi się szybciej, więc może lepsze porównanie to: jak Churchill trzymał się cygara albo jak każdy Brytyjczyk trzyma się swojej herbaty o piątej po południu, nawet gdy świat wokół rozpada się na kawałki. Sprawdzone rozwiązania są po to, żeby ich nie zmieniać. To jest ewolucja, nie rewolucja. Darwin, nie Robespierre. Po co eksperymentować, skoro już znalazłem coś, co działa? To jakby zapytać Beethovena, dlaczego nie spróbował reggae. No chyba, że chodzi o coś dobrego, z wysoką zawartością cukru lub czekolady, a najlepiej obu tych składników. Wtedy okazuje się, że jestem otwarty, ciekawy świata i gotów na kulinarne eksperymenty! 

Bruno jest z zupełnie innej bajki. On ma filozofię „widzę – jem”. Jeśli coś pojawi się na talerzu, kogokolwiek, nieważne czy to talerz Stwórców, jego czy mój, Bruno uznaje to za zaproszenie i wezwanie do degustacji. Kanapka – spróbuję, wędlina – spróbuję, jogurt – spróbuję, nieidentyfikowalna substancja w kubku po jogurcie? Też spróbuję, na wszelki wypadek. Niczym Joey spożywający wspaniały deser Rachel w dniu dziękczynienia: Custard – good! Jam – good! Meat – gooooood! Z tą różnicą, że Joey przynajmniej wiedział, co je. Bruno stosuje metodę „pytania zadawaj później, jak już spróbujesz”. Mógłbym zresztą zapisać kolejne kilka stron, wymieniając poszczególne rzeczy, które Brat z chęcią już skonsumował lub też poprzeżuwał i wypluł. Zdecydowanie szybciej pójdzie jednak napisanie czego nie lubi. Nie przepada za rzeczami generalnie postrzeganymi jako zdrowe – czyli warzywami, a szczególnie warzywami gotowanymi. Jedyne co jest w stanie pomemłać to papryka. Bardzo natomiast lubi mięso, w każdej postaci – czy to wędlina, czy to kotlety, smażone, pieczone, gotowane czy parowane. Zdecydowanie nie wróżę mu więc zostania wegetarianinem. Resztę świata kulinarnego eksploruje z różnym entuzjazmem. Aktualnie na topie są kabanosy i jogurty, ale nie znaczy to, że nie rozwija swoich kubeczków smakowych poprzez podróże po światowych kuchniach. 

Weźmy na przykład ostatni weekend. Stwórcy zastanawiali się, co zamówić na obiad. Najpierw padło na indyjskie, ale po chwili doszli do wniosku, że Bruno nie będzie miał co jeść, więc zamówią jednak pizzę. Ja oczywiście byłem już napalony na pysznego naanika, więc gdy usłyszałem: 

–  Igor zjesz pizzę?

– Nieeeee! Chcę naanika!

– Ale my nie zamawiamy indyjskiego…

Moja mina, przypominająca cocker-spaniela podczas wigilii, nie pozostawiła wątpliwości co do preferencji mojego niedzielnego posiłku. No i na indyjskim się skończyło! Oczywiście ja zjadłem tylko naana, mój Brat natomiast, jak już się można domyślać, spróbował i naana, i garlic naana, i butter chickena i masalę również. O tym, że Maka już dawno zaliczył chyba nie muszę wspominać? Frytki – good, nuggetsy – good, mięso z ćwierćfunciaka – very good! Także podróże nam już nie straszne. Możemy jechać do Francji, Włoch, Tajlandii, Islandii – wszędzie tam, gdzie ludzie jedzą rzeczy, które mają nazwy i są teoretycznie jadalne. A w razie awarii pozostaje stary dobry Mak. I tym pysznym akcentem kończę dzisiejszy wpis.

Visited 1 times, 1 visit(s) today