20 views 3 mins 0 comments

NOWI IDOLE.

In 2018
15 marca, 2018

Jak dotąd świat był prosty. Był Zygzak McQueen i długo, długo, długo nic. Monopol absolutny, hegemon niekwestionowany, jedyny słuszny obiekt uwielbienia – coś jak Stalin w ZSRR, tylko sympatyczniejszy i z lepszym malowaniem. A jednak – ku zaskoczeniu wszystkich, a zwłaszcza mnie samego – na horyzoncie pojawił się konkurent. Jeszcze niedawno coś takiego byłoby absolutnie nie do pomyślenia, a jednak stało się faktem: Zygzak McQueen przestał być moim jedynym i niepodważalnym idolem. Nie zniknął całkiem – spokojnie – ale musiał zrobić miejsce. Na podium pojawił się bowiem Dusty Popylacz. I to z impetem.

Bajkę o Dustym mam od dawien dawna. W książce Cars 1 i 2 jest jeszcze opowieść o Dustym, ale przez długi czas była mi kompletnie obojętna. Leżała, była, istniała – jak instrukcja obsługi, do której nikt nie zagląda. Wszystko zmieniło się w dniu, gdy Stwórcy uznali, że nie są już w stanie oglądać Carsów po raz tysięczny i włączyli mi Planes. Jedna decyzja, jeden seans i nagle coś kliknęło, jak Newtonowi, gdy zobaczył spadające jabłko. Ziarenko lotnictwa, dotąd uśpione gdzieś w zakamarkach mojej świadomości, zaczęło kiełkować. Najpierw nieśmiało jak pierwsze pąki na drzewach w marcu, potem coraz śmielej, aż w końcu wyrosło niemal do nieba – jak ta legendarna fasola z bajki. Może to jeszcze nie ten sam poziom obsesji, co Carsy w szczytowym okresie, ale różnica szybko się zaciera. Efekt? Moje ulubione zabawki to obecnie samoloty. Wszystkie. Małe, duże, plastikowe, metalowe – nie wybrzydzam. Stwórcy zdążyli się już z tym pogodzić, a Bruno czasem przejmuje któryś egzemplarz i z pełnym zaangażowaniem robi „ziuuu ziuuu”, machając nim na wszystkie strony świata. Do tego doszła nowa atrakcja: wycieczki na lotnisko. Dla większości ludzi jest tylko przystankiem, koniecznym złem na drodze do wakacji, źródłem stresu i kolejek. Dla mnie oglądanie startów i lądowań na żywo to jest wydarzenie przez wielkie „W”. Tego, że moja ulubiona obecnie książka to Samoloty 2 nie muszę chyba dodawać? To oczywiste jak to, że Brytyjczycy piją herbatę, jak to, że Francuzi jedzą bagietki, jak to, że w Polsce w listopadzie jest paskudna pogoda.

Teraz pozostaje już tylko jedno: prawdziwy lot. Szkoda tylko, że Ryanair nie lata do Wrocławia, bo inaczej Stwórcy już dawno byliby zmuszeni kupić tanie bilety i zorganizować wizytę u kuzynostwa.

Visited 1 times, 1 visit(s) today