18 views 6 mins 0 comments

WPIS NR.1

In 2014
08 stycznia, 2014

Urodziłem się… Zaraz, zaraz. Przecież ja jeszcze się nie urodziłem… I tu mamy pierwszy problem z tym całym życiem – logika. Albo jej brak. Bo jak można pisać blog, nie będąc jeszcze fizycznie na świecie? To jak mieć opinię o filmie, którego się nie widziało, albo recenzować restaurację, w której się nie jadło. No więc, mimo że się jeszcze nie urodziłem, to mam już konto oszczędnościowe i to z pieniędzmi, co już samo w sobie stawia mnie w lepszej sytuacji finansowej niż większość dorosłych, którzy oszczędności nie mają. Do tego kilka mebli i trochę ubrań. Mam też kilka zdjęć, w tym jedno x-rated – czyli USG, które wygląda jak abstrakcyjna sztuka, ale wszyscy udają, że widzą na nim wyraźnie ludzki kształt. Byłem też na dwóch kontynentach i leciałem samolotem. Techniczne rzecz biorąc, to Matka latała, a ja się tylko przyczepiłem na bezpłatny przejazd, ale i tak się liczy. Fury tylko nie mam, ale Ojciec obiecał, że zorganizuje nim się pojawię. Trzymam go za słowo, bo chodzić na razie nie będę mógł, więc cztery kółka na pewno się przydadzą…

Ale wracajmy do sedna. Mamy XXI wiek, więc obecność w sieci to konieczność! Facebook, Twitter, YouTube czy inne portale społecznościowe zostawiam sobie na później (bo jeszcze nie mam kciuków zdolnych do scrollowania). Na początek będzie blog. Skoro Kasia Tusk może, to i ja powinienem dać radę. Więc będę tu pisał i pokazywał moją historię od początku aż do… cholera wie do kiedy. Może do momentu, gdy będę musiał płacić podatki i nagle odkryję, że dorosłe życie to nie jest tak fajne, jak się wydawało z perspektywy nienarodzonego.

Jak to się wszystko zaczęło? W zasadzie zaczęło się dużo wcześniej… Z tego, co kojarzę, to 28 września 2011. Długa historia, która zresztą ma być opowiedziana w formie pisemnej. Ale to jest działka Matki, więc nie będę wchodził w jej kompetencje i z przyjemnością skupię się wyłącznie na sobie. Bo o czym innym miałbym pisać? O polityce międzynarodowej? Proszę bardzo, ale moja perspektywa jest na razie dość mocno ograniczona. Tak więc zmajstrowano mnie w ostatnim tygodniu listopada 2013. Lub też w pierwszym tygodniu grudnia. Pewności nie ma. I to w prywatnej służbie zdrowia! Wydarzyło się to podczas klasycznego przytulaka. To akurat jest pewne. Na 99%. Wiele ich było w tamtych tygodniach i większość kończyła się podwójnym szczęściem. 

Na początku byłem jak ninja i się nie ujawniałem. Przede wszystkim dlatego, że miałem kilka milimetrów i nawet gdybym chciał, to było by to dość trudne do wykonania. Żyłem więc sobie spokojnie w ciszy i spokoju i nie zakłócałem spokojnego życia Stwórców. Oni ciężko pracowali, nie mając pojęcia, że w ich życiu właśnie zaczyna się największa rewolucja od czasu, gdy odkryli, że można zamawiać jedzenie przez internet. Później były święta i urlop. W Wigilię Matka powiedziała, że chciałaby mieć kogoś takiego jak ja na kolejne święta.

Jak to na kolejne?!? oburzyłem się okropnie! Heloł! Ja już jestem. Tu i teraz. Twoje życzenie już dawno spełnione. To jak życzyć sobie wygranej na loterii, trzymając w ręku wygrywający los. Dziękuję, dobranoc. Więc tak – jestem, ale jeszcze mnie nie ma. Mam blog, ale nie mam rąk do pisania. Podróżuję po świecie, ale nie widzę nic poza ciemnością. Mam pieniądze, ale nie mogę ich wydać. To brzmi jak definicja nowoczesnego życia, prawda? Będę was informował o dalszych przygodach w trakcie mojej kariery jako lokator bez czynszu. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Za kilka miesięcy będę zbyt zajęty płaczem, spaniem i odkrywaniem, że świat nie kręci się wokół mnie. A na razie kręci się idealnie.

PS: Gdyby ktoś się zastanawiał, jak to możliwe, że jeszcze nienarodzony pisze blog – cóż, to XXI wiek. Wszystko jest możliwe. A jeśli nie jest, to znaczy, że nie ma jeszcze odpowiedniej apki.

Visited 1 times, 1 visit(s) today