21 views 3 mins 0 comments

TO JUŻ NIEDŁUGO.

In 2014
11 sierpnia, 2014

Czas płynie nieubłaganie jak końcówka meczu, gdy twoja drużyna przegrywa 0:2. Ledwo co się pojawiłem na tej imprezie zwanej życiem płodowym, a już niedługo będę zamawiał bociana, żeby mnie podrzucił do domu.

Rosnę jak na drożdżach – albo raczej jak dług narodowy Polski – a Matce daję wycisk od samego rana. Czasami z buta jak Zlatan Ibrahimović, czasami z łokcia jak Hulk Hogan, raz częściej, innym razem rzadziej, w zależności od nastroju. Jako że trochę już urosłem, przychodzi mi to zdecydowanie łatwiej. Zasięg kończyn mam prawie jak Wladimir Kliczko w swoich najlepszych czasach, więc ostatnimi czasy upodobałem sobie żebra Matki. Ale inne czułe punkty też już opanowałem tak, jak dobry bokser opanowuje ring. Mam tylko nadzieję, że jak już stąd wyjdę, to nie będzie o tym dokuczaniu pamiętała. Ostatnie, czego potrzebuję, to matka z syndromem stresu pourazowego.

Poza tym życie płynie. Dosłownie i w przenośni, jednak tych płynów było ostatnio trochę mniej niż na być powinno, co spowodowało pewne zaniepokojenie i zmusiło Matkę do spożywania nadmiernych ilości Cisowianki. Pije ją jak Winston Churchill whisky – regularnie i w dużych dawkach. Całe szczęście, że Alma często dowozi zapasy. Niedługo idziemy sprawdzić poziom, więc mam nadzieję, że hydroterapia przyniesie oczekiwane rezultaty. Bo w przeciwnym razie będę chyba musiał tego bociana wcześniej zamówić, a podobno Uber jeszcze nie współpracuje z ptakami. Matka tymczasem zaczyna odczuwać presję nadchodzących wydarzeń. Przez ostatnie miesiące myśl o bocianie drzemała gdzieś na peryferiach jej świadomości jak bohater drugoplanowy u Czechowa, ale teraz stopniowo przesuwa się w centrum narracji. Bocian rzuca już cień jak Darth Vader w “Gwiezdnych wojnach”, ale z tego co wiem, Stwórcy są na jego przybycie przygotowani jak Luke Skywalker po treningu u Jody. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że są lepiej zorganizowani niż logistyka Amazona w okresie przedświątecznym. Uzbrojenia nie powstydziliby się ani Navy Seals, ani ekipa “Mission Impossible”. Lista zakupów praktycznie cała odhaczona, fura kupiona, wypolerowana i w pełnej gotowości bojowej, nowa sofa wjeżdża na dniach, a moje przyszłe łoże w przyszłym tygodniu.

Dlatego też ja, niżej podpisany, obaw żadnych nie mam. W zasadzie nie mogę się już doczekać, aż w końcu wyląduję w moim przytulnym domu i będę mógł zacząć korzystać z tych wszystkich dobrodziejstw cywilizacji. Jak Wi-Fi, Netflix i lodówka pełna jedzenia. Mam nadzieję, że już niedługo. 

Visited 1 times, 1 visit(s) today