106 views 3 mins 0 comments

BRAT.

In 2017
28 lutego, 2017

No i stało się. Z jedynaka stałem się starszym bratem – transformacja na miarę Kafkowskiej “Przemiany”, tyle że zamiast w owada zamieniłem się w kogoś, kto musi dzielić uwagę Stwórców i to nie proporcjonalnie. Stwórcy dość długo przygotowywali mnie do tego wydarzenia – jak dyplomaci przed szczytem w Camp David, tylko zamiast pokoju na Bliskim Wschodzie negocjowali podział czasu i zabawek. A brzuch Matki nie pozwalał o tym zapomnieć, rosnąc jak zadłużenie Grecji w 2010 roku – powoli, ale nieubłaganie. Mimo tego pierwsze spotkanie nie wyszło nam najlepiej. W kontekście pierwszych spotkań plasuje nas gdzieś między Napoleonem a Wellingtonem pod Waterloo a Tytanikiem i górą lodową. Bardziej przypominało pierwsze spotkanie psa z lustrem – zdziwienie, konsternacja i trochę paniki.

Pojechaliśmy do szpitala w odwiedziny i po wejściu do sali nie mogłem dostrzec Matki, co od razu wzbudziło złe emocje. Gdy już mnie na nią nakierowano, zobaczyłem, że trzyma coś na rękach.

„Zobacz. To Bruno!” – wykrzyknęła Babcia Tereska z entuzjazmem archeologa, który właśnie odkopał kompletny szkielet dinozaura.

“To nie jest Bruno tylko jakieś małe bejbi!” – padła szybka riposta, która mogłaby pochodzić z najlepszego repertuaru stand-upowego.

Na dłuższe dywagacje nie było czasu, gdyż zostaliśmy niegrzecznie wyproszeni przez jakąś pielęgniarkę – prawdopodobnie absolwentkę Szkoły Dyplomacji Kim Jong Una – która nie została poinformowana o naszej wizycie. Ewidentnie komunikacja w tej placówce funkcjonuje jak internet w 1995 roku – teoretycznie istnieje, ale praktycznie nikt go nie używa.

Jak na razie Bruno niestety nie jest zbyt dobrym kompanem. Jest jak aktor, który nie dał rady i został krytykiem filmowym – nic sensownego nie robi, tylko leży, płacze i zabiera mój czas ze Stwórcami. Poza tym jest bardzo delikatny, więc nie mogę go nawet porządnie przytulić. Najgorsze z tego wszystkiego jest jednak to, że nadal muszę bawić się sam. To tak, jakby ktoś obiecał ci współpracę z Martinem Scorsese, a dostałeś praktykanta, który nie umie obsługiwać kamery i płacze za każdym razem, gdy pada deszcz.

To po co mi w ogóle taki brat? Jest jak sequel – wszyscy mówią, że będzie świetny, a wychodzi jak zawsze. Może kiedyś się rozwinie, jak dobre wino? Na razie jednak mam wrażenie, że zostałem oszukany jak kibice reprezentacji Polski, którzy uwierzyli przed mundialem, że “tym razem będzie inaczej”.

Visited 1 times, 1 visit(s) today