Mój brat to małe cudo – jedno z tych określeń, które dorośli używają automatycznie wobec niemowląt, ale w tym przypadku jest to prawda pozbawiona przesady. Bardzo się do mnie uśmiecha, tymi pierwszymi świadomymi uśmiechami, które są jak potwierdzenie, że naprawdę mnie rozpoznaje i cieszy się z mojej obecności. A ja zaczynam coraz bardziej doceniać jego obecność – nie jako kłopot, nie jako konkurencję o uwagę rodziców, ale jako prawdziwą osobę, kogoś, kto powoli staje się moim towarzyszem w tej rodzinnej podróży.
Rozwija się super, jest bardzo kontaktowy, jakby przyszedł na świat z wrodzoną umiejętnością komunikacji międzyludzkiej. Daje coraz wyraźniejsze znaki czego chce (czasami), a co mu się nie podoba (często!). W końcu lista rzeczy, które nie odpowiadają tak młodemu człowiekowi, jest długa i ciągle się wydłuża. No i uwielbia zwiedzać świat – te wyprawy na rękach Stwórców, gdzie każdy pokój to nowy kontynent, każde okno to nowa panorama, każdy przedmiot to zagadka do rozwiązania. Wszystko byłoby ładnie i pięknie, harmonijnie i zgodnie z podręcznikami rozwoju dziecka, gdyby nie to, że jest leniuszkiem. Teoretycznie już od dwóch miesięcy powinien się sam przekręcać z pleców na brzuch i odwrotnie, wykonując te akrobacje, które są kamieniami milowymi w rozwoju motorycznym. A jak dotąd udało mu się to może trzy razy
Zaczęła nawet przychodzić do niego fizjoterapeutka – pani Marzena – która zna wszystkie tajniki dziecięcej kinezjologii i która, co ważne, bardzo docenia moją pomoc. Jej zresztą bardzo pomagam w ćwiczeniu braciszka – asystuję, motywuję, czasami sam demonstruję, jak się należy przewracać, jakbym był instruktorem w szkole gimnastyki dla niemowląt.Niestety mimo tych wszystkich wysiłków, mimo profesjonalnych sesji rehabilitacyjnych, mimo moich pokazów i zachęt, łobuz nadal nie chce się przekręcać. Upór godny starożytnego filozofa, który nie chce opuścić swojej pozycji na leżąco.
Matka ma przeczucie, że ta ospałość ruchowa może być spowodowana jego spłaszczoną główką, która niestety coraz bardziej rośnie na boki. Byliśmy już nawet w Lublinie (ze wszystkich miejsc na świecie!) na konsultacji z polecaną panią doktor, ale mimo tych wszystkich wysiłków nadal nie wykazuje dużych chęci do ruchu. Jakby postanowił, że leżenie jest jego powołaniem życiowym. Dlatego Stwórcy zastanawiają się nad specjalnym kaskiem, który miałby pomóc główce odpowiednio się kształtować i najprawdopodobniej czekają nas przymusowe wycieczki do Berlina. Jeśli do tego dojdzie to wakacje zimowe w ciepłych krajach niestety będziemy mogli sobie podarować. Co tam jednak wakacje. Mój brat jest najważniejszy i jak będzie trzeba to sam mu oddam wszystkie moje oszczędności, żeby tylko był zdrów. Bo to właśnie oznacza bycie starszym bratem – nie tylko zabawa, nie tylko wspólne oglądanie bajek, nie tylko dzielenie się zabawkami. To także ta gotowość do poświęcenia, ta troska, ta bezwarunkowa miłość, która nie liczy kosztów i nie mierzy strat.
