18 views 4 mins 0 comments

HARRY POTTER.

In 2025
05 kwietnia, 2025

Zaczęło się bardzo, bardzo, bardzo dawno temu, chyba pod koniec mojego przedszkola. Starszy brat jednego z moich kolegów opowiedział nam o pewnym czarodzieju i o książkach o nim. Moje wewnętrzne czujniki natychmiast wysłały sygnał do centrali: „To może być coś! Trzeba za wszelką cenę zdobyć!”. No więc rozpocząłem dywersyjne działania, żeby przekabacić Matkę i zmusić ją do poczytania mi tej książki.

Plan był prosty: błagać, marudzić i patrzeć tak smutnymi oczami, żeby serce pękło jej na pół. Zajęło to trochę (okej, dużo) czasu, ale w końcu uległa i zgodziła się wieczorami czytać mi pierwszą część. Przyznała, że sama kiedyś przeczytała jedną czy dwie części, jeszcze w czasach studenckich, ale pamiętała z tego mniej więcej tyle, co z wczorajszego snu. Ojciec z kolei nigdy się za to nie zabrał — z czystej zasady. Skoro wszyscy czytali i się zachwycali, on oczywiście nie zamierzał, bo przecież trzeba być oryginalnym. Do czasu! Pewnego dnia odkrył, że w Audiotece całą serię czyta Piotr Fronczewski. A Fronczewski to w świecie audiobooków mniej więcej ten sam poziom, co Dumbledore w świecie czarodziejów — absolutny top! I tak zaczęliśmy wspólnie słuchać „Kamienia Filozoficznego”. Już po kilku rozdziałach cała rodzina, łącznie z Brunem, wpadła po uszy, jak śliwki w kompot. Nie wiem, czy większa w tym zasługa autorki, czy pana Piotra, ale faktem jest, że od tamtej pory przesłuchaliśmy cały cykl trzy albo cztery razy.

Podczas każdej podróży — czy to do sąsiedniego miasteczka, czy na koniec świata — z głośników dobiegał magiczny głos Fronczewskiego. Harry sprawił nawet, że zacząłem… czytać! Kiedy pierwszy raz dotarliśmy do ostatniej części, „Insygniów Śmierci”, Stwórcy oznajmili, że to nie jest lektura dla małych dzieci. I że przesłuchamy ją dopiero wtedy, gdy ją przeczytam. Samodzielnie. W całości. To było jak egzamin na prawo jazdy, tylko bez auta. Zajęło mi to dobre trzy miesiące, ale udało się! Byłem z siebie dumny, oni zresztą też, a Harry w nagrodę wrócił do naszych głośników. I tak regularnie, co rok, szczególnie podczas podróży na wakacje, słuchamy albo od początku, albo wybieramy sobie swoje ulubione części. 

Oczywiście na samym słuchaniu się nie skończyło. W domu zaczęły się pojawiać zestawy LEGO, różdżki, peleryny i całe magiczne wyposażenie. Zabawy w Harry’ego Pottera odbywają się regularnie i nic nie zapowiada, by miało się to zmienić. Po długich negocjacjach udało nam się również przejść do filmów. Rodzice długo i dzielnie bronili tej twierdzy, tłumacząc nam, że filmy zabiją nam wyobraźnię. Ale po kilkukrotnym przesłuchaniu całej serii i zdobyciu kilku dodatkowych lat na karku, ich argumenty wyparowały jak eliksir w za gorącym kociołku. Na razie mamy za sobą dwie części i zaczynamy trzecią… a ja mam wrażenie, że to dopiero początek.

Visited 3 times, 1 visit(s) today