Przygotowania do urodzin Bruna zaczęliśmy… no, dość późno. Trochę winne były ferie, trochę to, że Bruno nie mógł się zdecydować, kogo właściwie chce zaprosić i gdzie to wszystko ma się odbyć. Po wielu (bardzo poważnych) naradach w końcu padło na tradycyjne Zimne Doły i zaproszenie całej naszej ekipy plus połowy klasy. Dodatkowo doszedł problem prezentu. Bruno był kompletnie niezdecydowany — rozpiętość była pomiędzy ogromnym, vintage zestawem Lego z kilkoma tysiącami klocków a… całkowitym brakiem prezentów. I tak to się ciągnęło prawie do samej imprezy!
Urodzinowe świętowanie zaczęliśmy skromnie — w dniu urodzin wieczorem odśpiewaliśmy mu „Sto lat” w wersji rodzinnej. Był serniczek z Grzybek (oczywiście obowiązkowy!) i mini-prezent — resorak Honda Civic, dokładnie taki jak pierwsza fura Ojca. Następnego dnia Bruno poszedł z Matką na małe zakupy „rozgrzewkowe” — wrócił z kartami piłkarskimi, samochodzikiem Siku i książką „Dziki Robot”. A w tak zwanym międzyczasie trwały gorące debaty, co w końcu wybrać na ten główny prezent. Wyszło, że będzie jeden duży zestaw Lego „na zrzutkę”, a reszta gości dostała od Stwórców dyskretną listę zainteresowań jubilata: Lego, gry planszowe, książki i vouchery do Empiku, Allegro czy Decathlonu.
Weekend zbliżał się w tempie pendolino, więc Stwórcy biegali jak szaleni, dopinając listy zakupów i załatwiając wszystko, co było potrzebne mniej i bardziej. I wtedy… pogodowy dramat! Prognoza na sobotę: niewielkie, ale ciągłe opady od rana do wieczora. W piątek rano odbyła się szybka „narada wojenna” i zaczęło się obdzwanianie gości: „A może przenieśmy na niedzielę?”. Na szczęście prawie wszyscy mogli, więc impreza została przesunięta, a Stwórcy zyskali dodatkowy dzień na przygotowania. I całe szczęście — w sobotę rzeczywiście lało jak z cebra, a my mogliśmy w spokoju szykować kiełbaski, zakupy i resztę atrakcji. W niedzielę pogoda dopisała i impreza wyszła po prostu idealnie! Było ognisko, były kiełbaski, a nawet pizza. Prezenty? Były! Zabawy? Do ostatniego kawałka opału i ostatniego gryza pizzy. No i oczywiście — obowiązkowe sikanie na ognisko, na które Bruno czekał cały dzień, jak na główny punkt programu.
A same prezenty? Brat dostał wymarzony zestaw Lego Star Wars z X-wingiem i Tie-Fighterem, a od gości jeszcze dwa dodatkowe — Formułę i dwa wyścigowe BMW. Z takim arsenałem nie zostało nic innego, jak wrócić do domu, wysypać klocki na stół i budować aż do późnej nocy.
