Pierwsza dekada za nami, czyli jak zorganizować turbo-imprezę urodzinową. OK, więc stało się. Pierwsza dekada minęła. Jedno-cyfrówki oficjalnie skończone. Nadszedł TEN dzień – kiedy skończyłem dziesięć lat i oficjalnie wkroczyłem w świat dwucyfrowych urodzin. To był moment jak przejście z rowerka biegowego na normalny rower – technicznie to wciąż ten sam sport, ale czujesz się jakbyś właśnie wszedł do ligi mistrzów życia. Trzeba więc było wyprawić turbo-imprezę. A gdy dziesięciolatek mówi “turbo-impreza”, ma na myśli tylko jedno: futbol z kolegami. Bo co może być lepszego od kopania piłki w dniu, kiedy oficjalnie stajesz się “prawie dorosły”?
Oczywiście, żeby wszystko wyszło idealnie, muszą być spełnione pewne warunki:
- Boisko piłkarskie – całe dla siebie
- Koledzy gotowi biegać za piłką przez godziny
- Tort z logo Realu
- Prezent związany z piłką nożną
- Rodzice, którzy nie mają nic przeciwko małej anarchii
- Pogoda, która nie psuje zabawy
Wybór padł na boisko w liceum na Skarżyńskiego, na które chodziliśmy regularnie w trakcie wakacji. To było nasze ulubione miejsce – nie za duże, nie za małe, idealne do meczów, gdzie każdy może poczuć się jak Ronaldo (przynajmniej przez chwilę). Rodzice zawitali wcześniej do dyrekcji, żeby zapytać, czy taka impreza jest w ogóle możliwa. Bo wiecie, kilkunastu dzieciaków z piłką na szkolnym boisku to może brzmieć jak przepis na katastrofę dla niektórych dorosłych. Na szczęście odpowiedź była pozytywna! Problem miejsca został rozwiązany. Punkt dla nas! Z prezentem również nie było problemu, bo wcześniej wybrałem już pomarańczowy strój Realu. Tak, pomarańczowy Real może brzmi dziwnie, ale wyglądał świetnie. A poza tym, gdy masz dziesięć lat, kolory są mniej ważne niż fakt, że masz na sobie koszulkę najlepszej drużyny świata. Na tort poszło logo Realu (oczywiście), a na dekoracje Matka zamówiła “miliard fajnych rzeczy związanych z piłką nożną”. I nie przesadzam z tym miliardem – jak Matka się zabierze za organizację, to robi to na całego: obrusy na stoły to boiska piłkarskie (żeby nie zapomnieć, gdzie jesteśmy), balony-piłki (bo zwykłe balony są za mało futbolowe), zielone cyfry “10” z malutkich piłek (szczegół, ale diabeł tkwi w szczegółach), napis “Happy Birthday” również z futbolówkami (konsekwencja to podstawa). Jak widzicie, Rodzice “nie mieli prawie nic do roboty”, żeby to wszystko przygotować. No i skoro nie mieli nic do roboty, to Matka upiekła ciasteczka dyniowe, a rano zrobiła jeszcze gofry! Do tego doszły:
- Warzywa (bo trzeba być zdrowym)
- Owoce (bo witaminy)
- Chipsy (bo to impreza)
- Chrupki (bo chipsy to za mało)
- Grissini (bo brzmi elegancko)
- Ciasteczka (bo słodycze)
- Krakersy (bo różnorodność)
- Nadziewane mini-rogaliki (bo fantazyjnie)
- Tarta owocowa (bo wyglądowo)
- Dwa wielkie soki (bo trzeba pić)
- Więcej nie pamiętam, bo byłem zajęty świętowaniem
Zabrakło tylko tradycyjnych na Zimnych Dołach kiełbas, ale szkoła pewnie nie byłaby z nas zbyt dumna, gdybyśmy rozpalili ognisko na środku boiska! Czasami niestety trzeba iść na kompromisy ze światem dorosłych. Pogoda dopisała, frekwencja również dopisała. Mecz został rozegrany i to nie raz (bo jeden mecz to za mało na dziesięciolecie). “Sto lat” zostało odśpiewane (tradycja musi być), a Rodzice dwoili się i troili, żeby wszystko zniknęło ze stołów, bo nie chcieli zwozić resztek do domu. To jest właśnie różnica między dziećmi a dorosłymi – my myślimy o zabawie, oni myślą o sprzątaniu. Ale w tym przypadku wszyscy byli szczęśliwi, więc można powiedzieć, że to był sukces na całej linii. Po imprezie zawitaliśmy jeszcze na obiadokolację do lokalnej indyjskiej restauracji, bo po całym dniu biegania za piłką potrzebujesz czegoś konkretnego do jedzenia. Curry po meczu piłki nożnej to kombinacja, której nie spodziewasz się na piłkarskich urodzinach, ale mi jakoś pasowało. Po powrocie bawiliśmy się z kolegami na podwórku aż do ciemnej nocy. To był ten moment, kiedy dorośli mówią “może już czas do domu”, a dzieci udają, że nie słyszą, bo zabawa jest za dobra, żeby ją przerywać.
Jednym słowem było wyśmienicie. I już teraz zaczynam się zastanawiać, co wymyślić w przyszłym roku! Gdy masz za sobą taką imprezę, poprzeczka zostaje podniesiona bardzo wysoko. Ale spokojnie – mam cały rok na wymyślenie czegoś. A jeśli nic nie wymyślę, to zawsze można powtórzyć ten schemat. Oficjalny werdykt: Pierwsza dekada zakończona sukcesem. Druga dekada może się zaczynać!
