17 views 3 mins 0 comments

SPORTY OLIMPIJSKIE.

In 2024
25 maja, 2024

Plan był prosty: wolny weekend = góry. Plan legł w gruzach, kiedy na horyzoncie pojawiła się trzydziesta dziewiąta Ochocka Olimpiada Przedszkolaków. I to nie byle jaka, bo z Brunem w składzie. Już w zeszłym roku też miał szansę reprezentować drużynę, ale kolizja z wyjazdem rodzinnym wycięła mu marzenia o sportowej chwale. W tym roku – zero dyskusji. Stwórcy jednogłośnie odwołali góry i postawili na lokalny doping.

Miejsce zawodów? Prawie idealne: tuż obok naszej ulubionej lodziarni Syrenka. Jakby reżyser naszego życia pomyślał o happy endzie już na początku filmu. Transport? Oczywiście rowerami, bo trzeba było się rozgrzać jak prawdziwi olimpijczycy.

Na miejscu – pełna profeska, olimpiada przez wielkie „O”. Dziewięć przedszkoli, parada drużyn jak w Pekinie czy Londynie, transparenty z herbami, sędziowie, pomocnicy, a atmosfera… cóż, jakbyśmy weszli w dziecięcą wersję otwarcia igrzysk w Barcelonie. Do rozegrania osiem konkurencji plus jedna specjalna z nagrodą tak dużą, że nie zmieściłaby się do przeciętnego dziecięcego pokoju – gigantyczny pluszowy miś. Team Bruno, czyli Malinki z przedszkola 248, weszli w zawody z przytupem. Pierwsza konkurencja? Wygrana. Druga? To samo. Trzecia? Nie inaczej. W zasadzie jedyne pytanie jakie się nasuwało, to czy dadzą innym wygrać chociaż jedną konkurencję. Dali. Jedną. Dosłownie. Zgarnęli też pluszowego misia dzięki niesamowitej sprawności Pana Mateusza, wychowawcy-demiurga, który łapał na kijek wszystkie lecące w stronę obręcze jak Neo pociski w „Matriksie”.

Na koniec – medale, wielkie wafelki i eksplozja radości. Chwila napięcia, gdy ogłaszano drugie miejsce, i wreszcie ta myśl: „Skoro oni są drudzy, to my… WYGRALIŚMY!”. Wynik: 42 punkty do 29 – to nie była wygrana, to nokaut, demolka, mecz do jednej bramki. Bruno z medalem na szyi wyglądał jak młody Luke Skywalker po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci – trochę zaskoczony własnym sukcesem, ale już planujący kolejne podboje. Świętowanie? Wiadomo – Syrenka. Najlepsze lody w okolicy, idealne na uczczenie pierwszego olimpijskiego złota w karierze Bruna. Wracając do domu pomyślałem, że czasami trzeba zostać w domu i nie pojechać w góry, żeby wspiąć się na Everest emocji i zdobyć szczyt.

Visited 1 times, 1 visit(s) today