23 views 4 mins 0 comments

ZĄB NUMER 1.

In 2017
13 grudnia, 2017

No i stało się. W końcu. Po długich dziewięciu miesiącach oczekiwania – czasie równym ciąży, co wydaje się symbolicznym dopełnieniem cyklu narodzin – najpierw pojawiła się dziura w dziąśle, jak pierwsze pęknięcie w skorupie jajka, zwiastujące nadejście czegoś nowego. A chwilę później ujrzałem wraz ze Stwórcami pięknego, bialutkiego, malutkiego, ledwie wyglądającego z dziąsła mleczaka – tego pierwszego zwiastuna przyszłych zmian, symbolu przejścia z niemowlęctwa w coś bardziej zaawansowanego.

Bruno chyba też zadowolony – choć nie potrafi tego jeszcze wyrazić słowami, jego zachowanie mówi wszystko. W końcu będzie mógł zacząć gryźć wszystko porządnie, a nie tylko drapać dziąsła w desperackiej próbie ulgi. Od jedzenia poczynając, a na rurze od odkurzacza kończąc. Wychodzenie zębów ma jednak swoje skutki uboczne w postaci gili w nosie oraz marudzenia Nie pomaga również w spokojnym przesypianiu nocy – te święte osiem godzin snu, o których Stwórcy mogą tylko marzyć, jak o odległym raju, którego bramy zamknęły się wraz z narodzinami dziecka. Stwórcy na pewno bardzo się z tego cieszą – ironia tak gruba, że można by ją kroić nożem. 

A że zbliża się okres świąteczny – ten czas, który w teorii ma być momentem rodzinnej harmonii, a w praktyce przypomina raczej logistyczny koszmar – kalendarz mamy zapchany do granic możliwości, każdy dzień wypełniony po brzegi obowiązkami, spotkaniami, zakupami, przygotowaniami. Ojciec ciągle w rozjazdach, prezentów jak nie było tak nie ma, a lista rzeczy do kupienia, która zamiast maleć, ciągle się wydłuża, jakby miała własne życie i własną wolę rozmnażania się. Atmosfera w domu momentami jest odrobinę napięta – delikatnie mówiąc, eufemizm równie subtelny jak określenie tsunami mianem “podwyższonego stanu wody”. Ja oczywiście pomagam im, jak tylko potrafię – czyli staram się irytować Stwórców do granic wytrzymałości. A i Brat nie pozostaje dłużny i dorzuca swoje trzy grosze – te trzy grosze w postaci płaczu, marudzenia, wymagania uwagi dokładnie w tym momencie, gdy Matka ma pełne ręce roboty, a Ojciec próbuje załatwić coś ważnego przez telefon. Koordynacja działań między rodzeństwem, jakbyśmy mieli niewidzialny system komunikacji, który pozwala nam maksymalizować poziom rodzicielskiego stresu.

Mam tylko nadzieję, że do Świąt wszyscy dotrwamy żywi, bo ostatnio nasze życie rodzinne przypomina maraton przetrwania, szczególnie teraz, w grudniu i szczególnie z ząbkującym Bratem, szczególnie gdy jeden rodzic jest w rozjazdach, a drugi próbuje ogarnąć wszystko jednocześnie. Ale jestem dobrej myśli. Nasza rodzina ma w zdolność do przetrwania, która jest równie tajemnicza jak zdolność bambusa do wyginania bez łamania. Może będziemy zmęczeni, może będziemy zestresowani, może będziemy marzyć o długim, nieprzerywanym śnie – ale będziemy razem. Z pierwszym ząbkiem Bruna, z moimi irytującymi komentarzami i z przedświątecznym chaosem.

Visited 2 times, 1 visit(s) today