23 views 5 mins 0 comments

JESIEŃ W PEŁNI.

In 2015
11 listopada, 2015

I to by było na tyle, jeśli chodzi o piękną pogodę w naszym kraju. Ale, szczerze mówiąc, w tym roku nie mogę narzekać. Najpierw klasyczna, pachnąca świeżością wiosna, potem prawdziwie tropikalne lato, a na deser – złota, ciepła, rozleniwiająca jesień. Nawet w święto zmarłych było tak przyjemnie, że zaliczyłem swoją pierwszą wizytę na cmentarzu (co brzmi ponuro, ale w rzeczywistości było jak spacer po parku z dodatkowymi dekoracjami, świeczkami i mnóstwem kwiatów) bez marudzenia i z całkiem dobrym humorem.

Rozwój fizyczny to teraz moja główna specjalizacja. Jeszcze niedawno chwiejnie stawiałem pierwsze kroki, a dziś biegam jak wariat, najchętniej w przeciwną stronę niż Stwórcy by sobie tego życzyli. To dlatego, że sceny pościgu to podstawa każdego dobrego filmu akcji. Wspinam się wszędzie, gdzie tylko mogę, szczególnie uwielbiam drabinę, która działa na mnie jak Mount Everest na alpinistę – widzę ją i muszę ją zdobyć. Ogólnie rzecz ujmując, wpycham się wszędzie jak taran oblężniczy, nie bacząc na przeszkody, rozpychając się wszystkimi dostępnymi kończynami i używając swoich całych dwunastu kilogramów masy ciała z precyzją małego, ale bardzo zdeterminowanego buldożera.

Interesuje mnie wszystko. Absolutnie wszystko. Dosłownie. Zakupy, buty, śrubki, opakowania po czymkolwiek, wózek, koła i kółeczka, drzwi, klucze, dziurki, suszarka — lista jest nieskończona, jak katalog Amazona, tylko odrobinę bardziej chaotyczna. W zasadzie to nie ma takiej rzeczy, która by mnie nie interesowała. Każdy przedmiot zasługuje zazwyczaj na kilkanaście sekund mojej uwagi, ale niektóre potrafią mnie wciągnąć na dłużej. Kartony, na przykład — uwielbiam do nich wchodzić, chować się i udawać, że mnie nie ma. Opakowania pieluch czy papier toaletowy traktuję jak rekwizyty do zawodów strongmanów: siłuję się z nimi, przerzucam, ciągnę i przewracam. Suszarki z praniem to z kolei moja prywatna baza wojskowa i kryjówka w jednym. Najlepsza zabawa zaczyna się, gdy zwisa z nich wielka narzuta — wtedy powstaje idealny tunel, w którym mogę znikać i pojawiać się w rytmie własnego śmiechu.

Są jeszcze rzeczy zabronione, czyli zdecydowanie te najfajniejsze. Są to piloty, telefony i komputery. Jak już powiedziałem są zabronione i to nawet w dotykaniu, a co dopiero mówić o zabawie nimi. Działają na mnie niczym najlepsza hipnoza i przyciągają z siłą elektromagnesu. Dlatego wykorzystuję każdy moment nieuwagi Stwórców, żeby choć dotknąć jednej z tych świętości. Zwykle wystarcza mi sekunda – ale ta sekunda jest warta więcej niż godziny spędzone z oficjalnymi zabawkami. Gdy już się dorwę do którejś z nich, czuję się jak Jerzy Kukuczka po zdobyciu czternastego ośmiotysięcznika. Stwórcy oczywiście, jak tylko dostrzegą moje niecne plany porwania, natychmiast podejmują działania prewencyjne i chowają technologię w miejsca teoretycznie dla mnie niedostępne. Ja cierpliwie wyczekuję odpowiedniej chwili, gdy któraś znajdzie się w zasięgu moich ramion, a potem — bach! — kolejny atak i kolejna runda naszej codziennej zabawy w kotka i myszkę. Z zakazanych przyjemności jest jeszcze majstrowanie przy pralce. Otwieranie drzwiczek, wciskanie guzików, zmiana programów, zatrzymywanie prania — a wszystko to ku „wielkiej radości” Matki, która zwykle odkrywa mój sabotaż tuż przed położeniem się spać. To moja wersja haktywizmu domowego.

Wszystkie te moje wybryki potrafią dać się domownikom we znaki, ale robię też dużo, by im to wynagrodzić Opanowałem już takie techniki czarowania, że Stwórcy naprawdę rzadko potrafią się na mnie poważnie zdenerwować. Żyjemy sobie w pełnej symbiozie – ja niszczę, oni sprzątają, ja się uśmiecham, oni się rozklejają ze szczęścia. To jak tango, tylko z większą ilością chaosu i mniejszą ilością koordynacji.

Visited 1 times, 1 visit(s) today